ODWIEDZAMY PIWNICE PATRIARCHE

W Beaune mamy do wyboru wiele piwnic oferujących degustacje. Spis ich znajdziecie tutaj KLIK

Ponieważ kilka lat temu zwiedzaliśmy Marche Aux Vins, tym razem postanowiliśmy zejść w głąb piwnic Patriarche. Patriarche, to sprzedawca i producent ( pamiętajcie, że we Francji ta rola nie zawsze idzie w parze ) wina od 1780 roku. W chłodnej ciszy ich piwnic dojrzewają wina z winnic Montrachet, Meursault, Pommard, Nuits Saint Georges cz Beaune. Podlewani deszczem i lekko zamrożeni wiatrem błądziliśmy po Beaune, zanim zdołaliśmy znaleźć wejście, ale dzięki temu, chłód skalnych piwnic, był dla nas nieco mniej chłodny niż zazwyczaj 🙂

Kupić bilety ( 15 Euro za osobę ) nie było łatwo, gdyż dwie urocze Panie Kasjerki, zajete były raczej plotkowaniem i telefonowaniem. Naszą sytuację pogarszał fakt, że nijak nie wyglądaliśmy na Azjatów, którzy są tutaj głównym targetem. Jeśli chodzi o nasze wrażenia z degustacji, to niestety szału brak. Wina drogie, droższe i bardzo drogie, do tego nie zachęciły by o nich marzyć, ani tym bardzej by pustoszyć dla nich karty kredytowe. Miejsce bardzo turystyczne i nastawione głównie na sprzedaż win i pamiątek. Idea degustacji jest taka, że schodzisz sam do piwnicy i na beczkach ustawione są otwarte wina do degustacji, od białych do czerwonych, od najmłodszych do najstarszych i od prostych do tych najlepszych Cru. Nie należy więc przychodzić ani na szybk ani z pusty żołądkiem. W cenie biletu jest tradycyjna metalowa czarka, która pozwala oglądać kolor wina i z niej testujemy, po czym zabieramy ją do domu na pamiątkę. Nalewamy sobie sami, mamy tyle czasu ile potrzebujemy, oczywiście na dole są też ludzie z obsługi, którzy służą informacją i pomagają w odnalezieniu właściwej butelki na półce, jeśli zechcecie ją kupić. Poza tym to, miejsce bardzo fotogeniczne, zobaczcie sami.

Czy było warto? Tu mieliśmy zdania podzielone.  Ja zadowolona byłam z możliwości zrobienia zdjęć, Bernard nieco krzywił się na wino, które go nie urzekło.  Dla tych, którzy zechcą sami sprawdzić kontakt

PATRIARCHE

5-7 rue du collège
21200 Beaune
Tel: +33 (0)3.80.24.53.01
Fax: +33 (0)3.80.24.53.10
contact@patriarche.com

www.patriarche.com

Pozdrawiam,

Kasia

 

MUZEUM WINA W BURGUNDII

To  była pamiętna majówka, mieliśmy okropną pogodę, z serii najgorsze co może Cię spotkać nad Bałtykiem latem, czyli bardzo zimno, wiatr i zacinający deszcz, nikt więc nie powinien być zdziwiony, że szukaliśmy rozrywek „pod dachem”. Na pierwszy ogień (a raczej chłód wiekowych murów) poszło Musée du Vin de Bourgogne. I naprawdę było warto. Muzeum niewielkie, ale umieszczone w zabytkowym budynku i pełne  ciekawych pamiątek dotyczących lokalnego wniarstwa. Warto je odwiedzić, nawet gdy za oknem świeci słońce 😉 Znajdziemy tu przykłady starych narzędzi, lokalnych ubrań, butów, butelek itp. Są też dzieła sztuki poświecone winu, mapki, makiety i zdjęcia.

Dla zaintersowanych adres i kontakt do muzeum:

Hôtel des Ducs de Bourgogne
Rue d’Enfer
21200 BEAUNE
Tel :03 80 22 08 19 – Fax :03 80 24 56 20
musees@mairie-beaune.fr
www.musees-bourgogne.org

Pozdrawiam,

Kasia

 

Skok w bok

 

Pamiętam jedną z pierwszych naszych wspólnych winnych podróży. Było to kilka czy kilkanaście lat temu

Nasza wiedza o winie była raczej w powijakach, choć wówczas oczywiście byłem przekonany że jestem niezłym ekspertem. Wiedziałem przecież, że do ryby pija się białe, a do wołowiny czerwone wino. Ze szampan jest z Szampanii, a to co w Polsce tak nazywano to słodki ulepek ze sztucznymi bąbelkami.

Mając tak rozległą i gruntowną wiedzę wybór trasy nie mógł być byle jaki i przypadkowy. Zaczęliśmy od razu z wysokiej półki, czyli Francja i do tego Burgundia. No i oczywiście,  nie jakieś tam przypadkowe miejsca tylko samo Côte d’Or. Dla wielu kwintesencja wszystkiego co w winie najlepsze. Wielowiekowa tradycja uprawy winorośli,  idealne warunki geograficzne z słynnymi „złotymi zboczami” od których wzięła się sama nawa regionu. Wielopokoleniowe tradycje związane z wytwarzaniem trunków niemalże doskonałych, a na pewno  tej doskonałości sięgających.
Wyposażeni w kilka turystycznych przewodników, a nawet w jakieś winne publikacje oraz poczucie bycia europejczykami pełną gębą – przecież znaliśmy nieźle angielski – udaliśmy się w naszą pierwszą winną podróż.
Pierwsze wrażenia były absolutnie fantastyczne. Krajobrazy zapierające dech w piersiach. Otaczały nas kilometry winnic ciągnących się po horyzont, pięknie utrzymanych, rosnących w równiutkich rzędach, przebijające się przez ich liście promienie słońca powoli pokonującego poranną mgłę. W oddali stare zamki i pałace uroczo nazywane„chateau”, z prowadzącymi do nich ogromnymi podjazdami, wysypanymi białym żwirem. Dla nas była to kraina prosto z bajki, wprost stworzona dla wielkich win. No i te  nazwy wielkich win i wielkich chateau je produkujących, co chwila  widoczne w oddali.  Nazwy znajome nawet dla mniejszych koneserów wina niż my wówczas.

Do tego , wokół kręcą się szlachetnie wyglądający znawcy wina, w super drogich kabrioletach sunąc z jednej degustacji na drugą.
Nieco onieśmieleni (ale w końcu jesteśmy przecież europejczykmi i znawcami wina, ba nawet samochód mieliśmy francuski)  postanowiliśmy wkroczyć na winiarskie salony.
Pierwsze zdziwienie pojawiło się kiedy okazało się, że mamy spore problemy z  porozumieniem się po angielsku. Mało kto rozumiał co do niego mówimy, a do tego ceny win powalały z nóg. Pomyśleliśmy sobie trudno, winna arystokracja  nie może być tania. Nawet słone stawki  za degustację wydały się nam normalne i oczywiste. Wiele miejsc było wręcz zamkniętych na głucho i niedostępnych dla zwiedzających, ale  to też nie wywołało zdziwienia. Nawet kiedy starsza Pani z Beaune, u której wynajęliśmy przed chwilą pokój, zmieniła zdanie widząc, że jesteśmy z małym dzieckiem wydała nam się usprawiedliwiona. To przecież kraina win doskonałych.
Mija tak jeden, drugi czy trzeci dzień i nagle okazuje się że…
Nasze karty kredytowe zostały znacznie uszczuplone, a kupionych butelek  mieliśmy niewiele. wrażenia oczywiście niesamowite ale kilkadziesiąt franków (czasy sprzed Euro) czyli kilkanaście dzisiejszych euro za butelkę to najniższe ceny, jakie zobaczyliśmy w cennikach i które pozwoliły nam na zakup ledwie kilku butelek. Niby mieliśmy stać się częścią winnego świata, ale jakoś tak nie bardzo  mieliśmy poczucie, że tak się stało. Coś nie do końca zagrało. Czegoś brakowało. Następnego dnia, zjechaliśmy z głównej drogi, żeby się zastanowić o co chodzi i nagle dostrzegliśmy zupełnie inny świat.
Zamiast luksusowych kabrioletów, pojawiły się zwyczajne, a nawet brudne samochody, traktory i maszyny rolnicze. Ludzie, mniej może wyglądający na znawców i bywalców winnych salonów, za to uśmiechnięci i chętnie częstujących winem. O dziwo, nie winem które  jest jakimś ubogim krewnym, a winem równie dobrym jak te ze złotego szlaku i  do tego w cenie pozwalającej na zakupy w ilościach kartonowych. Skończyło się ponad stu butelkami świetnego wina i wieloma fantastycznymi wspomnieniami z poznanych miejsc. Wystarczyło tylko zjechać w bok – do czego wszystkich lubiących wino i nie tylko zachęcam.

Niestety czasy tej podróży sięgają ery sprzed aparatów cyfrowych, a zdjecia które zrobiliśmy nie są zbyt ciekawe , wiec ilustracją będzie dziś krótki film.

Bernard