Skok w bok

 

Pamiętam jedną z pierwszych naszych wspólnych winnych podróży. Było to kilka czy kilkanaście lat temu

Nasza wiedza o winie była raczej w powijakach, choć wówczas oczywiście byłem przekonany że jestem niezłym ekspertem. Wiedziałem przecież, że do ryby pija się białe, a do wołowiny czerwone wino. Ze szampan jest z Szampanii, a to co w Polsce tak nazywano to słodki ulepek ze sztucznymi bąbelkami.

Mając tak rozległą i gruntowną wiedzę wybór trasy nie mógł być byle jaki i przypadkowy. Zaczęliśmy od razu z wysokiej półki, czyli Francja i do tego Burgundia. No i oczywiście,  nie jakieś tam przypadkowe miejsca tylko samo Côte d’Or. Dla wielu kwintesencja wszystkiego co w winie najlepsze. Wielowiekowa tradycja uprawy winorośli,  idealne warunki geograficzne z słynnymi „złotymi zboczami” od których wzięła się sama nawa regionu. Wielopokoleniowe tradycje związane z wytwarzaniem trunków niemalże doskonałych, a na pewno  tej doskonałości sięgających.
Wyposażeni w kilka turystycznych przewodników, a nawet w jakieś winne publikacje oraz poczucie bycia europejczykami pełną gębą – przecież znaliśmy nieźle angielski – udaliśmy się w naszą pierwszą winną podróż.
Pierwsze wrażenia były absolutnie fantastyczne. Krajobrazy zapierające dech w piersiach. Otaczały nas kilometry winnic ciągnących się po horyzont, pięknie utrzymanych, rosnących w równiutkich rzędach, przebijające się przez ich liście promienie słońca powoli pokonującego poranną mgłę. W oddali stare zamki i pałace uroczo nazywane„chateau”, z prowadzącymi do nich ogromnymi podjazdami, wysypanymi białym żwirem. Dla nas była to kraina prosto z bajki, wprost stworzona dla wielkich win. No i te  nazwy wielkich win i wielkich chateau je produkujących, co chwila  widoczne w oddali.  Nazwy znajome nawet dla mniejszych koneserów wina niż my wówczas.

Do tego , wokół kręcą się szlachetnie wyglądający znawcy wina, w super drogich kabrioletach sunąc z jednej degustacji na drugą.
Nieco onieśmieleni (ale w końcu jesteśmy przecież europejczykmi i znawcami wina, ba nawet samochód mieliśmy francuski)  postanowiliśmy wkroczyć na winiarskie salony.
Pierwsze zdziwienie pojawiło się kiedy okazało się, że mamy spore problemy z  porozumieniem się po angielsku. Mało kto rozumiał co do niego mówimy, a do tego ceny win powalały z nóg. Pomyśleliśmy sobie trudno, winna arystokracja  nie może być tania. Nawet słone stawki  za degustację wydały się nam normalne i oczywiste. Wiele miejsc było wręcz zamkniętych na głucho i niedostępnych dla zwiedzających, ale  to też nie wywołało zdziwienia. Nawet kiedy starsza Pani z Beaune, u której wynajęliśmy przed chwilą pokój, zmieniła zdanie widząc, że jesteśmy z małym dzieckiem wydała nam się usprawiedliwiona. To przecież kraina win doskonałych.
Mija tak jeden, drugi czy trzeci dzień i nagle okazuje się że…
Nasze karty kredytowe zostały znacznie uszczuplone, a kupionych butelek  mieliśmy niewiele. wrażenia oczywiście niesamowite ale kilkadziesiąt franków (czasy sprzed Euro) czyli kilkanaście dzisiejszych euro za butelkę to najniższe ceny, jakie zobaczyliśmy w cennikach i które pozwoliły nam na zakup ledwie kilku butelek. Niby mieliśmy stać się częścią winnego świata, ale jakoś tak nie bardzo  mieliśmy poczucie, że tak się stało. Coś nie do końca zagrało. Czegoś brakowało. Następnego dnia, zjechaliśmy z głównej drogi, żeby się zastanowić o co chodzi i nagle dostrzegliśmy zupełnie inny świat.
Zamiast luksusowych kabrioletów, pojawiły się zwyczajne, a nawet brudne samochody, traktory i maszyny rolnicze. Ludzie, mniej może wyglądający na znawców i bywalców winnych salonów, za to uśmiechnięci i chętnie częstujących winem. O dziwo, nie winem które  jest jakimś ubogim krewnym, a winem równie dobrym jak te ze złotego szlaku i  do tego w cenie pozwalającej na zakupy w ilościach kartonowych. Skończyło się ponad stu butelkami świetnego wina i wieloma fantastycznymi wspomnieniami z poznanych miejsc. Wystarczyło tylko zjechać w bok – do czego wszystkich lubiących wino i nie tylko zachęcam.

Niestety czasy tej podróży sięgają ery sprzed aparatów cyfrowych, a zdjecia które zrobiliśmy nie są zbyt ciekawe , wiec ilustracją będzie dziś krótki film.

Bernard

Dodaj komentarz