POTĘGA MARKETINGU

 

Mieliśmy przyjemność, dzięki uprzejmości magazynu WINO brać udział w degustacji win portugalskich. Ponieważ spośród gości większość stanowili zawodowcy i profesjonaliści, im zostawiam fachową ocenę zarówno samej imprezy jak i win tam prezentowanych.

Ja utwierdziłem się co do tego, że wina z Półwyspu Iberyjskiego należą do moich ulubionych, ze szczególnym uwzględnieniem rzeki Duero/ Douro. Oczywiście nie zapominając o wyśmienitych Vino Verde, które stanowią osobną kategorie nie do pobicia w upalne dni.

Moją uwagę zwróciła natomiast dość mało z pozoru istotna kwestia – prezentacja własnych win przez zaproszonych winiarzy z Portugalii.

Pomijając chronologię wystąpień, pamiętam kilka osób, które w paru słowach mówiły o swoich winach i winnicach.

Zacznę od starszej Pani, która opowiadała o winach, które w tej samej winnicy powstają, a różniłą się znacznie ze względu na położenie konkretnych parceli. Z pozoru są to rzeczy oczywiste, ale sposób opowiadania o nich, mi skojarzył się ciepłą babcią dzielącą się przepisami na pyszne ciasteczka.

Byli dystyngowani starsi Państwo, którzy w kilku zdaniach opowiedzieli o winnicy. Jako ciekawostkę zapamiętałem że mają trzy córki o tym samym imieniu co ich mama. Na pytanie do seniora rodu, która przychodzi gdy je woła po imieniu odpowiedzi udzieliła żona – że żadna.

Wypowiadał się Pan który robił świetnie smakujące i oceniane wina. Porzucił pracę w dużej winnicy by skupić się na produkcji wina w bardzo prostych i skromnych warunkach.

Był też młody człowiek, który opowiedział o winie stworzonym jako wyraz miłości do ojca i założyciela winnicy.

Prawie wszyscy ci winiarze i pozostali nie opisani tu, w kilku zaledwie zdaniach przedstawiali się. Pamiętali że nie to co powiedzą, ale ich wina są głównym powodem naszego spotkania.

Był jednak wyjątek. Kilka słów miał powiedzieć producent wina o dość intrygującej nazwie BASTARDO (drań), dlatego z ciekawością słuchałem o co chodzi. Okazało się, że jest to koncept marketingowy, stworzony po badaniach w wielu europejskich i nie tylko krajach. Pan przekonywał nas co do słuszności całej koncepcji, twierdził że na każdy rynek powinno się stworzyć inne wino. Dostosowane do potrzeb i gustów badanych, oddające ich upodobania i preferencje. Z pozoru wszystko to wydawało się mieć sens, tyle tylko, że im dłużej tego słuchałem tym bardziej się buntowałem. Dodam że długość wypowiedzi przewyższyła wszystkie poprzednie razem wzięte. Wracając jednak do sedna. Ja po prostu nie chcę pić wina przygotowanego przez speców od marketingu. Wino kojarzy mi się z muzyką czy inną formą sztuki, którą ktoś proponuje z serca. Ze swojego wnętrza, z przekonania że to co robi jest słuszne czy po prostu uczciwe. Tak czuje i tworzy i albo się z tym zgadzasz i to ci smakuje albo sięgasz po inną butelkę. Nie można mierzyć czyjegoś smaku, upodobania czy osobistych preferencji, zwłaszcza całego kraju. Jedna z ważnych cech wina, to to, że nie ma jednego najlepszego. Każdy wybiera to, które jemu smakuje, w danej chwili, nastroju czy też porze roku.

Być może to siła sugestii, ale było to jedyne wino które zdecydowanie odstawało od pozostałych i jedyne które bez cienia żalu wyplułem podczas całej degustacji.

Jako ciekawostkę dodam, że kiedyś moja znajoma, po spróbowaniu wytrawnego Vino Verde wsypała do kieliszka łyżeczkę cukru. Aż strach pomyśleć jakie wnioski mógłby wysnuć z tego spec od marketingu o upodobaniach winnych i guście polaków.

Bernard

1 Comment

  1. A to ciekawostka !
    Myślę,że pewnie jest wielu winiarzy ,którzy robia wina ‚pod rynek’ …
    Ale…Choć chodzi nam to po głowie ,to nie chcemy takiej myśli dopuszczać do siebie.Tak jest lepiej dla odbioru wina. I w takiej sytuacji byłoby zdecydowanie lepiej gdyby ten Pan do tego się nie przyznawał.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *